«

»

sty 29

Wydrukuj to Wpis

Co się wydarzyło we włoskim Falcade?

wypadek narciarskiPiękny słoneczny dzień, dookoła pełno śniegu, mało ludzi na trasach – innymi słowy – nie może być piękniej i spokojniej. Prowadzę grupę już zaawansowanych nastolatków. Przez ten tydzień na prawdę dużo się podciągnęli – nauczyli się jeździć na jednej narcie, jeździli również do tyłu. Jako że zbliża się godz. 15, powoli zaczynamy zjeżdżać ze szczytu na dół, do skibusa. Zakładam ślad, dzieciaki jadą za mną wytyczonym torem jazdy. Przejechaliśmy przez skrzyżowanie tras, trochę przyspieszyłem,by zobaczyć jeszcze, jak dzieciaki do mnie dojeżdżają. Nagle czuję na plecach za duża przestrzeń. Zatrzymuję się i oczom moim ukazuje się…

grupa moich dzieciaków w kamizelkach odblaskowych, stojąca w kole, żywo gestykulująca. Wypadek. Cóż zrobić, zostawiłem narty z boku trasy i podbiegłem do grupy. Szczęśliwie żadnemu z nastolatków nic się nie stało. Dzieciaki przekrzykując się opisują mi co się stało. Poniżej przeciętnie jeżdżący Włoch wjechał w 4-te z kolei dziecko. Chłopakowi wypięło nartę, dokończył skręt, zatrzymał się i podszedł zobaczyć co się stało.

Może czekolady?

Niestety, nie mówię po włosku, więc nie bardzo potrafiłem się z Włochem skomunikować. Odesłałem dzieciaki na bok stoku, oznaczyłem miejsce wypadku nartami, zadzwoniłem po Carabinieri i czekałem na ich przyjazd. Niestety, bardzo długo nikt nie przyjeżdżał (potem okazało się, że po drodze do nas zwieźli jeszcze 2 inne wypadki), więc żeby biedaka trochę rozgrzać, okryłem go folią termiczną i poczęstowałem czekoladą.

Sam sobie winny…

Wtedy też poczułem charakterystyczny zapach piwa. Zagotowało się we mnie, natomiast Włoch tak jakby ostygł po wcześniejszym przeklinaniu i wrzeszczeniu. Po dwudziestu minutach pojawiają się Carabinieri, pakują poszkodowanego na akię za skuterem, coś tam między sobą po włosku gadają, po czym proszą mnie o wylegitymowanie się. No cóż, wypadek był, a przy wypadku jedną z podstawowych zasad jest ujawnienie tożsamości. Nieprzestrzeganie dekalogu FIS może się w skrajnych przypadkach skończyć więzieniem.

Jeszcze numer polisy poproszę !

Pokazałem więc swoją legitymację instruktorską, dowód osobisty, po czym policjanci powiedzieli mi, że zatrzymują moje dokumenty do jutra i do tego czasu nie mam prawa uczyć dzieciaków. Próbowałem przy okazji nakłonić policjantów, żeby zbadali mnie i Włocha alkomatem, ale jak się domyślasz, Włoch Włocha kryje. Mało tego, poszkodowany chciał jeszcze ode mnie wyłudzić numer mojej polisy ! Gdyby mając jej numer pojechał do szpitala i trafił na drugiego Włocha takiego jak policjant, poskładaliby go za pieniądze z mojego ubezpieczenia !

Empatia + współczucie = wina !

Cóż było robić. Policjanci pojechali, ja zwiozłem grupę na dół do przystanku skibusa i pojechaliśmy do hotelu. Zgadnij, kto na mnie w nim czekał. Dokładnie ten sam, „biedny”, poszkodowany, dwulicowy Włoch, który jak się okazało powiedział policjantom, że przecież poczęstowałem go czekoladą, więc się przyznaję do winy. Z tego powodu zabrano mi legitymację.

Po półgodzinnej kłótni, kiedy panowie uznali że nic nie wskórają, odeszli, pozostawiając mnie, właścicielkę obiektu i kierownika obozu w stanie bliskim do tykających bomb.

Wnioski?

  • Jeżdżąc we Włoszech uważaj na to, jak jeździsz – inaczej, nawet będąc ofiarą wypadku, zostaniesz jego sprawcą !
  • Jeżeli w wypadku brał udział Włoch, nie licz na obiektywność władz. Ty nie jesteś „swojak” i dlatego masz przewalone.
  • Nigdy, przenigdy nie podawaj nikomu swojego numeru ubezpieczenia.
  • Nieznajomość prawa szkodzi. A jeśli je znasz, to zawsze jest duża szansa, że włoskiego nie znasz, więc się nie obronisz.
  • Wyobraź sobie, co pisałyby o mnie gazety następnego dnia, gdyby to moje dziecko wjechało w Włocha. Na pewno miałbym do wyboru parę ciekawych nagłówków, jak: „Niebezpieczne szkółki z Polski”, czy „Polacy globalnym zagrożeniem na naszych stokach”. Już i bez tego jest tam wystarczająco ciekawie…
  • Swoje wnioski i schemat postępowania przy wypadkach we Włoszech opisałem swego czasu w innym artykule. Gorąco zachęcam do przeczytania go !

Powered By DT Author Box

O autorze – Skimind

Skimind

Kamil Guzdek – Z nartami związany jestem od 1997 roku, w 2005 roku obrałem ścieżkę instruktorską (SITN-PZN). Swoje doświadczenie budowałem podczas jazdy w 10 krajach alpejskich, podczas nauczania dla wielu różnych licencjonowanych przez SITN szkół narciarskich, ucząc dzieci w wieku 2 – 15 lat i dorosłych.
Od 2012 roku dzielę się swoją wiedzą narciarską z czytelnikami bloga Skimind.pl
W czasie wolnym – podróżuję :)

VN:F [1.9.22_1171]
Oceny
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
Co się wydarzyło we włoskim Falcade?, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Permalink do tego artykułu: http://skimind.pl/co-sie-wydarzylo-we-wloskim-falcade

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge