
termos na herbatę
No dobra, co prawda bezpośrednio o herbatce nie będę pisał, jednak po ostatnim wyjeździe do Austrii odczuwam silną potrzebę podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat polskich szkółek narciarskich za granicą.
Wyobraź sobie piękną pogodę, świecące słońce, 2 metry śniegu poza trasą. Mijasz grupę przekomarzających się w rodzimym języku nastolatków i zatrzymujesz się poniżej. Wtedy też rusza szkółka. Minęło Cię 10 dzieciaków, z czego 5 z nich miało założone plecaki.
I to zmroziło mi krew w żyłach…
Po co mi plecak na stoku
Jako instruktor jeżdżący z dziećmi, w moim plecaku znajduje się cała masa rzeczy – od rekwizytów, których używam w ćwiczeniach, przez śrubokręt i smar na zimno, chusteczki higieniczne, mokre, aż po krem z filtrem i szminkę. Nigdy jednak podczas zajęć nie jeżdżę w plecaku. I nie pozwalam na to moim uczniom.
Co ma w plecaku Twoje dziecko ?
Nie pozwalam na jazdę w plecakach głównie ze względów bezpieczeństwa.
Po pierwsze plecak krępuje ruchy i stanowi zbędny w nauce jazdy balast. Po drugie, w plecakach dzieci nigdy nie wiadomo co się znajduje – klucze, komórka, PSP, czy może w przypadku mniejszych dzieci i bardziej troskliwych rodziców - „kochanie, w termosiku masz herbatkę”.
- Czy wiesz, że przeciętnie jeżdżący narciarz rozwija na 2 deskach prędkość z zakresu 40 – 60 km/h?
- Czy wiesz, że uderzenie samochodu w człowieka przy prędkości 50 km/h często kończy się zgonem?
Wózek inwalidzki a „herbatka w termosiku”
Skoro dziecko jeździ z prędkością do 60 km/h (a wierz mi, że niektóre nawet szybciej, co wcale nie znaczy, że lepiej), znaczy to że przy takiej prędkości może upaść. Jeżeli mając plecak upadnie na plecy na których jest plecak z termosem, w najlepszym wypadku trzeba będzie przestawić kilka kręgów. W najgorszym dziecko czeka wózek inwalidzki;
Oczywiście można by tego unikać – wszak są tzw. żółwie – protektory na plecy, jednak szczerze odpowiedzmy sobie na pytanie – ile dzieci je ma, a ile w nich jeździ…
Bardzo zastanawia mnie również „wsiurstwo” uskuteczniane przez niektórych rodziców. Wysyłają dziecko na obóz za 1500 zł na narty, ale każę mu jeździć z termosem w plecaku, żeby miał się czego ciepłego napić na stoku.
Po 5 godzinach na mrozie herbata z termosu i tak jest zimna., a dziecko dalej jeździ z metalem w plecaku.
Rodzicu, niezależnie od tego, jakie masz wyobrażenie, czy zdanie o jeździe swojego dziecka na nartach, NIGDY nie pozwól mu jeździć w plecaku.
A jeżeli już obowiązkowo każesz dziecku plecak na stoku mieć ( bo nie będzie gdzie schować polara jak będzie za ciepło, bo nie będzie mieć kanapek, czy herbaty), nie miej pretensji do instruktora, że dziecko podczas upadku doznało urazu kręgosłupa!
Wysyłam...
Najnowsze komentarze